Obserwuję swoimi pustymi oczami, jak powstają nowe księgi. Śledzę bladymi palcami każde krwawe słowo zapisane na ich stronach. Noszę imię... Moje imię to Arfeusz.”  Poznaj strażnika Biblioteki Karytarion – miejsca, gdzie historie pisze samo życie... a najczęściej śmierć. Nadchodzi nowa seria opowiadań grozy.

Prolog – Biblioteka Karytarion

Jestem jedynym, ostatnim i wiecznym bibliotekarzem w tym archiwum. Oczywiście można by nazywać to miejsce również biblioteką, ale nie wiem, czy byłoby to dość trafne określenie. Bo musicie zrozumieć, że to, co znajduje się na zakurzonych regałach tego przybytku, to nie byle literatura. Te księgi skrywają historie i opowieści, które są – w pewnym martwym sensie – z życia wzięte. A czasem i na samym końcu życia stworzone i zapisane krwawym pismem.

Wiele z nich opowiada o przelanej krwi samotnych, zapomnianych ludzi. Bywają również takie o miejscach ukrytych i zapomnianych przez świat, który zmierza tylko w jednym, nieuniknionym kierunku. Jednakże koniec często bywa taki sam. Oczywiście mam tu na myśli śmierć, ale też życie. Bo istoty nawiedzające nasz świat nie zawsze zabijają. Czasami są po prostu przyjazne lub ich ofiara zdoła uciec. Mi osobiście przypadają do gustu jednak opowieści ze skutkiem śmiertelnym. Ja kończę opowieść, a ofiara swoje życie.

Wróćmy do tematu samego miejsca – zwanego według najstarszych zapisków Biblioteką Karytarion. Jak wspominałem, są tutaj opowieści z życia wzięte. Co również istotne, data powstania pierwszej księgi datuje się na czas, gdy ludzkość stawiała pierwsze kroki. Skutkiem tego jest obecność dzieł, które opowiadają o czasach rzymskich, greckich, egipskich, a także nordyckich. W nowszych zbiorach mamy księgi bardziej zbliżone do naszych czasów, ale czy to coś zmienia? Istoty, które ludzie spotykają na przestrzeni tysięcy lat, są i będą pojawiać się w naszym świecie. A w bibliotece, wraz z nimi, będą pojawiać się nowe opowieści.

Wielu z was zapyta teraz pewnie, kim właściwie jestem i jakie jest moje zadanie w tym miejscu. Na to pytanie nie ma jednak jednej dobrej odpowiedzi. Podobnie jak nie ma odpowiedzi na to, jak zapobiec śmierci i chorobom, które dręczą współczesny świat. Pomimo to ja sam nie jestem martwy ani żywy. Przypominam bardziej zjawę sunącą pomiędzy regałami – istotę nienależącą do świata ludzi. Nie pamiętam też swoich narodzin, choć jestem tak stary jak ta biblioteka. Nie odczuwam bólu, strachu ani współczucia. Moim zadaniem jest nadzorowanie każdego zbioru, który znajduje się w owym przybytku. Obserwuję swoimi pustymi oczami, jak powstają nowe księgi. Śledzę bladymi palcami każde krwawe słowo zapisane na ich stronach. Noszę imię... Moje imię to Arfeusz.