Informacja dla czytelnika
Drogi czytelniku, trafiłeś na opowiadanie z uniwersum Miasteczko
Dragverry. Natomiast opowiadanie, które znajduje się poniżej, jest skierowane
do najmłodszych czytelników i słuchaczy, ale nie tylko. Jestem przekonany, że
osoby lubiące gatunek baśni i opowiadań fabularnych również znajdą coś dla
siebie w tym uniwersum. Wracając do obecnego opowiadania, poznajemy tutaj
dwójkę bohaterów i kilku bohaterów pobocznych, a sama przygoda wiedzie do
wielkich poszukiwań i wyprawy. No ale nie zdradzając więcej, zapraszam do
opowiadania.
Poszukiwania Błękitnych Muszelek
Gdzieś bardzo daleko, a może i całkiem blisko, moi mili, leży
wyspa Folmaldora, a na niej znajduje się Miasteczko Dragverry. Tam też każdego
dnia o wschodzie słońca ulice zapełniają się tłumem spacerowiczów i kupujących.
Największy tłum zawsze znaleźć można w jednym miejscu i jest nim brukowany plac
przed ratuszem miejskim. I to właśnie w tym miejscu znaleźć można kolorowe
stragany z najróżniejszymi wyrobami, przechadzających się mieszkańców, kilka
dębowych ławek oraz zawsze dobrą pogodę. No, prawie zawsze.
Idealnym dowodem tego był Ernesto Karmins, który siedział tego
dnia na jednej z kilku ławek. Czekał on na swoją spóźnialską przyjaciółkę
Aleksandrę Willgris o kruczoczarnych, długich i potarganych włosach oraz szerokim uśmiechu. A w międzyczasie obserwował każdy kolorowy stragan,
przechodniów i kupujących. Ten widok zawsze go dziwił, choć dobrze go znał. Był
to również dobry sposób na zabicie nudy, jaka towarzyszyła Ernesto podczas
oczekiwania na przybycie Aleksandry.
Ernesto poprawił okulary, podrzucił kosmyk włosów opadających na oczy i spojrzał w górę. Jego oczom ukazał się Stary Zegarmistrz, a mianowicie wieża zegarowa, będąca zarazem ratuszową. Wskazówki zegara wybiły dziesięć minut po dziewiątej, co oznaczało, że Aleksandra spóźnia się już dziesięć minut. Był to zły znak. A każdy w miasteczku wiedział, co to oznacza. Aleksandra wpadła na kolejny pomysł, kolejną przygodę.
Nagle z tłumu przechodniów można było usłyszeć zanikające wołanie.
A z każdą chwilą stawało się ono coraz bardziej wyraźne:
– Poczekaj, już biegnę, jeszcze chwila!
Wtedy z tłumu wyłoniła się postać Aleksandry Willgris. Ernesto
chciał zapytać o powód spóźnienia, lecz nie zdołał. Aleksandra chwyciła go za
rękę i pociągnęła za sobą główną ulicą, a później bocznymi alejkami. Czternastolatek
zdołał tylko rozpoznać kilka alejek, które wskazywały na to, że zmierzają do
dzielnicy portowej. Nie mylił się.
Kilka chwil później znajdowali się w zatłoczonej dzielnicy
portowej, gdzie każdy miał swoje zadanie. Rybacy ruszali na połów lub prowadzili
rozładunek ryb do samochodów. Marynarze przygotowywali statek do rejsu, ładując
bagaże i towary, które miały się na nim znaleźć. A było co ładować, bo
Miasteczko Dragverry słynęło z ręcznych wyrobów, ogromnych plantacji orzechów
laskowych oraz krzaków herbaty.
No ale Aleksandry nie interesowały ryby ani różnorodne towary. Ona
szukała czegoś innego… lub kogoś. Ernesto, nie tracąc chwili i wykorzystując
fakt, że przystanęli na moment, postanowił wypytać o cel ich dość krótkiej
podróży.
– Aleksandro, dlaczego tak biegliśmy i dlaczego do portu? –
zapytał Ernesto, oczekując szybkiej odpowiedzi.
– A pamiętasz, że zbieram muszelki z naszej całej wyspy? – odparła
czternastolatka.
– Pamiętam, ale co to ma wspólnego z naszym pobytem w porcie? – ponownie
zapytał Ernesto.
– Bo dziś właśnie jest ten wyjątkowy dzień, ten wyjątkowy moment, w którym
gdzieś na plaży można znaleźć jedyne w swoim rodzaju Błękitne Muszelki –
kontynuowała Aleksandra. – Co ważniejsze, Marynarz Albert powinien wiedzieć,
gdzie je można znaleźć.
– No dobrze, w takim razie poszukajmy Marynarza Alberta – zaproponował Ernesto,
wiedząc, jak ważne są dla Aleksandry te wyjątkowe muszelki.
Poszukiwania nie trwały jednak długo, bo bystre oko Ernesto
dostrzegło Alberta na ławce pod magazynem portowym.
– Albercie! Albercie! – zawołali razem Ernesto i Aleksandra,
podbiegając do starego marynarza. – Gdzie można dziś znaleźć Błękitne Muszelki?
Powiedz!
Marynarz Albert pogładził się po brodzie, podrapał po łysawej
głowie, podnosząc czapkę z daszkiem, i marszcząc brwi, postanowił odpowiedzieć:
– Jeśli mówimy tutaj o Błękitnych Muszelkach, to w tym roku przypływ podobno
wyrzucił na plażę ich dość dużo. Na plażę nieopodal latarni morskiej, jeśli
mnie pamięć nie myli – odparł Albert, ciągnąc dalej. – Ale uważajcie, moi mili,
żeby was syreny nie porwały, bo chyba znacie legendę o Błękitnych Muszelkach i
syrenach Wyspy Folmaldora.
– Tak, pamiętamy i znamy tę legendę – odparli obydwoje Ernesto i
Aleksandra. – Według niej w głębinach niedaleko od naszej wyspy żyją syreny.
Przez większość roku żyją pod wodą, lecz tylko jednej nocy wypływają na
powierzchnię, zostawiając na brzegu właśnie Błękitne Muszelki. Nikt nie wie
dlaczego i nikt ich nigdy nie widział.
– No właśnie, moi mili – zadowolony, z lekkim uśmiechem, odparł Albert.
Stary marynarz chciał jeszcze coś dodać, lecz nie zdołał, bo
zarówno Ernesto, jak i Aleksandra zniknęli w wąskiej uliczce. Krótko po tym
dwójka podróżników znalazła się poza miasteczkiem, a na horyzoncie zaczął
rozciągać się Pagórkowy Gaj. A za nim leżała plaża i stała latarnia morska.
Sam las zwany gajem przez wielu był rozległy i potrafił płatać figle podróżnikom i
wędrowcom. Łatwo można było się też w nim zgubić. Jednak to nie groziło ani
Aleksandrze, ani Ernesto. Oni znali te leśne dróżki i szlaki jak nikt inny.
Znali również ukrytą ścieżkę, która była najkrótszą drogą prowadzącą do
wspomnianej plaży.
Pomimo to, żeby ją znaleźć, musieli bacznie uważać na każdy
pagórek, każde drzewo i krzew, które napotkali w lesie. Tak minęli już
kilkanaście krzewów i drzew na swojej drodze. Kilka pagórków zostawili również
za sobą. A gdy ujrzeli ogromny krzew róży, pagórek mały i pagórek duży oraz
starą, zgiętą brzozę, przystanęli na chwilę.
Patrząc na siebie z uśmiechem, podeszli do pagórków oraz krzewu
róży i znajdując tam wąski przesmyk między wielkimi krzewami, zaczęli się
przeciskać. Po chwili znajdowali się już po drugiej stronie. Po drugiej stronie
na ukrytej ścieżce, która w kilka krótkich chwil doprowadziła ich do plaży,
muszelek i latarni.
Tak też się stało. Zarówno Ernesto, jak i Aleksandra znaleźli się
na piaszczystym brzegu, a w oddali malował się widok morza i latarni na
wzgórzu. Szybko jednak ten widok zasmucił młodych podróżników, bo plaża była
całkowicie pusta. No, może nie licząc kilku gałązek i kamieni.
Ten widok zasmucił ich bardzo. Obydwoje usiedli na piasku i
spoglądając w stronę morza, zastanawiali się, co się stało. Może to złe
miejsce? Może Błękitne Muszelki są gdzieś indziej?
W tej samej chwili usłyszeli wesołe wołanie i radosny śmiech.
– Czyżby dwójka podróżników zgubiła coś? – zawołał Latarnik Ksander, trzymając
w ręku wiaderko po brzegi pełne Błękitnych Muszelek.
– Ale jak… więc to twoja sprawka?! – zawołali jednocześnie
Aleksandra i Ernesto.
– No cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak przyznać się, że udało
mi się przechytrzyć dwójkę największych podróżników na naszej wyspie – odparł
Ksander, ciągnąc dalej. – Ale nie martwcie się, bo zebrałem je dla was.
Wiedziałem, że poszukiwania doprowadzą was na tę plażę.
Tak też Ernesto i Aleksandra zostali obdarowani Błękitnymi
Muszelkami w takiej ilości, że trudno je zliczyć. A każda z nich była
wyjątkowa. Każda wspaniała i niepowtarzalna – jak nasi młodzi podróżnicy. Koniec.




0 Komentarze